Ogarniało mnie zmartwienie,to dziś...Miałam przedstawić moim rodzicom plan na który wpadłam.Kierowałam się do sali tronowej,a nerwy powoli mnie zżerały.Przeczuwałam jak zareagują,zawsze byłam,jestem i będę ich małą Ten.
Stanęłam przed wielkimi czarnymi drzwiami,były one zdobione złotymi wężami oplatującymi się wokół roślin.Wrota otworzyły się ujrzałam dwóch poważnych i wysokich odźwiernych,a na końcu sali na tronach siedzieli moi rodzice.Szłam ostrożnie acz stanowczo,nagle ozwała się moja matka Darkness:
-Wraz z ojcem postanowiliśmy wysłuchać Twego "wspaniałego" jak mówisz planu.-skończyła i zagarnęła kruczo czarne włosy za ucho.
-Więc mów córeczko...-powiedział ojciec układając się wygodnie na tronie.
-Od lat pomiędzy Siedmioma Królestwami wre wojna.Ja Telebris chce ją przerwać!-powiedziałam używając królewskiego tonu.-Chcę wyruszyć,by paktować z władcami reszty królestw i poprosić ich o pokój.I liczę w tym na wszą pomoc,udzielcie mi najrychlej:konia,byle szybkiego,prowiantu i dobrego oręża.
-A gwardia?-spytał ożywiony ojciec.
-Chcę wyruszyć sama bez eskorty,jestem dorosła i dam radę.
-Ale córciu...-jęknęła królowa.
-Od wielu lat zatrudniacie najlepszych nauczycieli by trenowali mnie w różnych dziedzinach:obronie,walce,jeździe konnej,magii...-wymieniałam pokazując na palcach.
-Tak...Ale to ma się Tobie przydać w razie najwyższego nie bezpieczeństwa.Ten,jesteś moją jedyną następczynią i nie chcę by coś Ci się stało.-dodała zmartwiona.
-Nie poskąpimy ci straży,a konia dostaniesz najrychlejszego jakiego w swej stajni mamy,oręż naostrzony i wytrzymały,a jedzenia dostaniesz tyle ile pomieści twa sakwa.-dodał Hope (mój ojciec) wstając i podchodząc do mnie.-Tylko obiecaj mi jedno nie narażaj się bez powodu i przyjedź tu cała i zdrowa.
-Ojcze wiedziałam,że zrozumiesz,ale naprawdę nie chcę eskorty.-powiedziałam stanowczo-Nie liczę byście azali czekali na mój powrót,bo może nie nastąpić ale pamiętajcie,gdziekolwiek będę w mojej pamięci pozostaniecie.
-Ten,masz młode i mężne serce,wiem,że wrócisz.-powiedział ojciec klepiąc mnie w ramię-Ale eskkortę i tak dostaniesz.-dodał na koniec przez śmiech.
Odwzajemniłam się również cichym chichotem i poszłam do zbrojowni.
C.D.N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz