poniedziałek, 17 czerwca 2013

Od Dinel (C.D. Tenebris) "Ja to ja"

    Tenebris poszła w krzaki...Niby coś usłyszała..."Kto tu kurde jest elfem?"Czekałam tak...Cisza....Co za idiotka zamiast mnie zawołać sterczy w tych zaroślach.
-Jeżeli uciekła pośle za nią lis gończy z nakazem zabicia...-warknęłam do siebie,przez zęby.
Nagle poczułam...Coś jakby żar ogniska.Może sprawdzę co się tam dzieje...Odwróciłam się i pozwoliłam koniom odbiec.Ale gdy znów się obróciłam stał przede mną jakiś facet.
     -Kto by się spodziewał?-spytał sam siebie.
Szybko cofnęłam się z zamiarem wskoczenia na drzewo,ale kiedy się wybiłam ten pochwycił mnie za nogę.Próbowałam kopnąć go w ten wielki ryj,ale chybiłam.Spadłam z drzewa wraz z gałęzią.Ten chłoptaś na za wiele sobie pozwalał.Szarpałam się ile wlezie i zaciskałam ze zdenerwowania zęby.Za chaszczami ujrzałam Tenebris, schwytana przez innego (jak mniemam) wampira.
-To dlatego nie przylazła...Pcha się tam gdzie jej nie chcą...-szepnęłam pod nosem.
Po szarpaninie ustąpiłam,widząc, że tylko tracę siły.Ten Collis (jak go nazywali) zarywał do tej "księżniczki" czarownic.Przyznam,że z trudem powstrzymywałam śmiech,gdy nagle zapłonął jak pochodnia.Wszystkie wampirze lizusy rzuciły się by gasić swego "mastera".Chwilę stałam jak wryta nie do końca wiedząc co mam zrobić.Spojrzałam kontem oka na mój łuk.Chwyciłam go i wymierzyłam w stronę płonącego celu.Miałam zamiar trafić w głowę...Ale coś mnie powstrzymało.*Wzięłam z kołczanu zatrutą strzałę i wykierowałam łuk w ramię.Trafiony!Tenebris nagle runęła jak świeżo ścięte drzewo.Podbiegłam do niej i by ją ocucić (lub nie) poklepałam ją rękom po twarzy (tzw.liść). Kiedy już szef został popiołem wampiry spojrzały na mnie.
-O-oł...-syknęłam pod nosem i spojrzałam na czarownicę.-Ona nie żyję!-zaczęła, udawać lamęt.
Te pachoły spojrzały po sobie i znów na mnie.
-Black podaj kajdany lub powróz.-rzucił rudzielec.
-Lepiej powróz i kajdany.-poprawił-Naucz się Blaze,że z elfami nie można się cackać,z czarownicami z reszta też.-syknął szturchając nogą zemdlałą Tenebris.
-Black to ty rządzisz jak nie ma...To znaczy jak Collis nie żyje,brać tą rudą?
-Po co?Taka stara krew na nic się nie przyda,a w ogóle taka draka z tymi czarownicami.Skąd wiesz,że jej krew nie jest trująca?
Patrzyłam na ich rozmowę powoli się oddalając.Nagle BUM! Walnęłam plecami o coś twardego...Za mną stało pusty pień,kurde!To nawet nie boli,ale nawet takie patałachy usłyszały by to rąbnięcie.
-Dokąd się wybierasz?-spytał ten cały Black.
-Jak najdalej od was.-prychnęłam,a wampir chwycił mnie za ramię.
-Na twym miejscu nie byłbym taki pyskaty.-dodał.
-Tak,ale ja to ja.-powiedziałam z uśmieszkiem  i nadepnęłam go na nogę.
Zawył z bólu,ale mnie nie puścił.
Nie miałam sił by walczyć,związali mnie powrozem i zakuli ręce w kajdany z ciężkiego żelaza.
Długo z sobą rozmawiali,a droga była równie długa...
W końcu stanęliśmy przed ta okropną posiadłością...

*Nie,to nie miłość...Lecz chęć patrzenia jak ten gnojek cierpi ^.^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz