W miarę czasu udało nam się uciec straży. Znaleźliśmy się Lucide, niebawem powinien się pojawić dom ciotki.
- Jak się zwiesz? - zapytałam obcego mi elfa.
- Fortiter - uśmiechnął się elegancko - a panienka?
- Sarah. Czemuż Cię ścigali?
- Wdałem się w bój z pewnym wojownikiem królewskim. A, że jestem kimś gorszym od czarowników nie podarują mi tego - westchnął.
- Przez Ciebie mnie również ścigają! - krzyknęłam i zeskoczyłam z konia.
- Bardzo mi przykro... mogę Ci pomóc - zaproponował, a ja wybuchłam śmiechem.
- Przykro mi panie, ale ja tu mam swój dom. Nie potrzebuje dodatkowych kłopotów - odwróciłam się od mężczyzny i podążyłam w stronę domu.
- Wiesz, że Cię znajdą! - krzyknął. Odwróciłam się w jego stronę i popatrzyłam chwilę na niego.
- Umiem o siebie zadbać - to były moje ostatnie słowa skierowane do Fortitera.
Zostawiłam mu konia, wiem że do mnie wróci. W między czasie musiałam spakować parę rzeczy i pożegnać się z ciotką oraz Ferusem. Czekali na mnie zmartwieni. Była już noc, a ja musiałam uciekać.
- Czemu zajęło Ci to tyle czasu? Martwiliśmy się o Ciebie... - zwróciła się czarownica do mnie. Wzięłam ze szkatułki parę groszy na jedzenie, łuk i strzały, oraz wisiorek po matce. Był dla mnie bardzo ważny, gdybym go straciła... to jedyne co mi po nich pozostało.
- co się dzieje? - spytał się Ferus.
- Muszę uciekać... przybędą tu po mnie.
- Dlaczego? - Felicja wstała i chwyciła mnie za dłonie. Z jej oczu poleciała łza.
- Jestem niewinna! Jakiś mężczyzna na mnie wpadł i wzięli mnie za jego wspólniczkę - chłopak przycisnął pięści.
- Pójdę z Tobą - odezwał się.
- Nie możesz. Nie mam zamiaru Ciebie w to mieszać. Pilnuj ciotki - ucałowałam go w policzek, a czarownice mocno przytuliłam.
- Weź to - wyciągnęła w moją stronę mały kamień - to unikat, moje dziecko - był cały zielony. Był znakiem mojego żywiołu. Natura była moim drugim życiem.
- Wrócę ciociu. Obiecuje - ścisnęłam kamień mocno i ruszyłam w stronę wyjścia. Usłyszałam za sobą szloch kobiety. Zeus stał już gotowy do drogi, napoiłam go szybko - no Zeusie. Czeka nas długa podróż.
I ruszyłam jak najdalej. Postanowiłam podążyć do swojej rasy, może tam będę bezpieczna. Musiałam opuścić miejsce, w którym byłam szczęśliwa. Usłyszałam z dala pościg. Nie sądziłam, że nadejdą tak szybko. Mój koń przyśpieszył. Krzyki wojowników, które kazały mi się zatrzymać były coraz głośniejsze. Przede mną ukazała się rzeka, dość głęboka. Nie miałam czasu na inną drogę ucieczki. Postanowiłam zaufać Zeusowi i przejść przez wodę. Nie wierzyłam, że nam się uda no i miałam racje. Wiry były za mocne, oddalałam się od mojego rumaka.
- Zeus! - krzyknęłam. W odpowiedzi usłyszałam tylko szum wody. Kiedy moim oczom ukazał się spad, czułam że zaraz skończę swój żywot. Zaczęłam się modlić. Zamknęłam oczy i czekałam na nadchodzącą śmierć. Walka z tym żywiołem nie miała sensu. Byłam wykończona, bezradna.
W pewnym momencie poczułam szarpnięcie. Znalazłam się na powierzchni. Zobaczyłam mężczyznę, nie elfa. Nie znałam go. Próbowałam złapać oddech i przygotowałam się do walki.
- Kim jesteś? - zapytałam oschle.
<Melior?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz