Jeszcze przed świtem wyruszyłam na wyprawę do zamku na moim ukochanym koniu. Czarny i tęgi rumak - Zeus. Zdana byłam tylko na siebie i konia. Nie lękałam się wyruszyć nocą, ale bezpieczniej było w lesie za dnia. Straże robiły obchody raz na dzień, ewentualnie dwa razy. Życie w Seven Gates miało jedną wadę. Jeśli nie umiesz się bronić - zginiesz.
Minęło pół dnia za nim znalazłam się przy zamku. Straż stała i pilnowała głównego wejścia.
- Kim jesteś? - zapytał jeden z nich - nie jesteś czarownicą - warknął groźnie.
- Jestem wychowanicą Felicji z Lucide. Przybyłam z dostawą rubinów - wyciągnęłam woreczek i ukazałam go im.
- jak na Ciebie wołają? - odezwał się drugi, nie wiele starszy ode mnie.
- Sarah, mój panie - rzekłam wyniośle.
- Elfka - zaczął się śmiać - takie są najlepsze - mrugnął do swojego kompana młody brunet. Zacisnęłam pięści.
- Czy mogłabym zanieść towar?
- Oczywiście - starszy klepnął Zeusa w zad i ten ruszył. Zmierzyłam ich wzrokiem i udałam się do miejsca, w którym miałam znaleźć Norę.
Zeskoczyłam z Zeusa i weszłam do wielkiej budowli. Nie potrzebowałam wiele czasu, by odnaleźć kobietę, była w jadłodajni.
- Witaj - przywitałam się. Ta uściskała mnie i obdarzyła szerokim uśmiechem.
- Miło Cię widzieć. Jak minęła podróż?
- Dobrze - odpowiedziałam. Wyciągnęłam rubiny i sprzedałam za parę sztuk złota. Zauważyłam, że w pałacu coś się dzieje. Wszyscy latali przestraszeni w tą i we w tą - coś się stało? - zapytałam.
- Księżniczka wyruszyła z misją - szepnęła - zaginęła - rozszerzyłam oczy ze zdziwienia.
- Kiedy?
- Niedawno - pokiwała głową - Król jest wściekły, lepiej nie wchodzić mu w drogę - zabrała się do szorowania podłogi.
- Nie dziwie się.
- Lepiej wracaj. Słońce niebawem zajdzie - wyjrzałam za okno i rzeczywiście robiło się coraz ciemniej.
- Racja. Żegnaj - Nora ucałowała mnie w czoło i zabrała się do pracy.
Idąc przez uliczki zapełnione przez kupców i żebraków zrobiło mi się duszno. Nie lubiłam być w tłumie. W pewnym momencie wpadł na mnie jakiś mężczyzna. Prawdopodobnie jakieś dwie wiosny starszy. Przystojny, wysoki blondyn o niebieskich oczach. Uciekał przed strażą.
- Wybacz o pani - przeprosił. Ukłonił się nisko i ukazał białe jak śnieg zęby w szerokim uśmiechu - jak widać elfy w tym królestwie mają ciężkie życie - zaśmiał się.
- Stójcie! - usłyszałam. To ja też? Zdziwiłam się. Mężczyzna pociągnął mnie za sobą i zaczęliśmy uciekać.
- Niedaleko stoi mój rumak - rzekłam. Kiwnął w moją stronę, każąc mi prowadzić. Po chwili znaleźliśmy się oboje na Zeusie i przekroczyliśmy bramę. Pokiwałam dwóm wartownikom, którzy zaraz zaczęli pościg.
- Daleko mieszkasz? - zapytał.
- W Lucide
- Dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz